Info
Więcej o mnie.
Szczytowanie...
- Rysianka 1322 m n.p.m.
- Skrzyczne 1257 m n.p.m.
- Wielka Racza 1236 m n.p.m.
- Barania Góra 1220 m n.p.m.
- Małe Skrzyczne 1211 m n.p.m.
- Jaworzyna 1173 m n.p.m.
- Malinowska Skała 1152 m n.p.m.
- Redykalny Wierch 1144 m n.p.m.
- Magurka Wiślańska 1140 m n.p.m.
- Kikula 1119 m n.p.m.
- Kikula 1087 m n.p.m.
- Abramów 1084 m n.p.m.
- Magura 1073 m n.p.m.
- Przeł. pod Orłem 1060 m n.p.m.
- Obłaz 1042 m n.p.m.
- Prusów 1040 m n.p.m.
- Javorovy 1031 m n.p.m.
- Sindelna 1000 m n.p.m.
- Kalucny Vrch 993 m n.p.m.
- Przeł. Przegibek 990 m n.p.m.
- Kozubova 981 m n.p.m.
- Stożek Wielki 978 m n.p.m.
- Maly Javorovy 945 m n.p.m.
- Czupel 933 m n.p.m.
- Magurka 909 m n.p.m.
- Ochodzita 894 m n.p.m.
- Tyniok 891 m n.p.m.
- Równica 884 m n.p.m.
- Beskid Graniczny 875 m n.p.m.
- Zapolanka 853 m n.p.m.
- Hrobacza Łąka 828 m n.p.m.
- Borucz 809 m n.p.m.
- Gaiki 808 m n.p.m.
- Żar 761 m n.p.m.
- Przeł. Kocierskal 718 m n.p.m.
- Przeł. Beskid Targanicki 705 m n.p.m.
- Przeł. U Panienki 705 m n.p.m.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2014, Styczeń4 - 0
- 2013, Grudzień15 - 15
- 2013, Sierpień4 - 2
- 2013, Lipiec4 - 6
- 2013, Czerwiec13 - 36
- 2013, Maj6 - 30
- 2013, Kwiecień9 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty18 - 5
- 2013, Styczeń17 - 10
- 2012, Sierpień5 - 11
- 2012, Lipiec9 - 14
- 2012, Czerwiec11 - 29
- 2012, Maj7 - 4
- 2012, Kwiecień12 - 18
- 2012, Marzec12 - 26
- 2012, Luty11 - 10
- 2012, Styczeń17 - 28
- 2011, Grudzień10 - 9
- 2011, Listopad16 - 26
- 2011, Październik5 - 15
- 2011, Wrzesień3 - 9
- 2011, Sierpień11 - 12
- 2011, Lipiec6 - 6
- 2011, Czerwiec12 - 7
- 2011, Maj9 - 4
- 2011, Kwiecień13 - 4
- 2011, Marzec17 - 13
- 2011, Luty6 - 7
- 2011, Styczeń18 - 31
- 2010, Wrzesień2 - 0
- 2010, Sierpień8 - 0
- 2010, Lipiec1 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
Szczytowanie
| Dystans całkowity: | 479.40 km (w terenie 165.00 km; 34.42%) |
| Czas w ruchu: | 29:44 |
| Średnia prędkość: | 14.07 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.90 km/h |
| Suma podjazdów: | 4037 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 186 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 139 (73 %) |
| Suma kalorii: | 19444 kcal |
| Liczba aktywności: | 9 |
| Średnio na aktywność: | 53.27 km i 3h 43m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
68.50 km
40.00 km teren
05:18 h
12.92 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2244 m
Kalorie: kcal
Rower:Carrera Kraken
Beskid Żywiecki 2/2
Niedziela, 7 lipca 2013 · dodano: 08.07.2013 | Komentarze 0
Rano pogoda zdecydowanie lepsza, słoneczko ładnie przygrzewało i nie zapowiadało się na jakikolwiek deszcz. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy do Rycerki, gdzie za radą Prinxa odbijamy na stary szlak rowerowy.


Był to wyjątkowo trafny wybór bo szlak jest naprawdę niesamowity. Całkowicie do wjazdu okraszony super widokami wynagrodził wczorajsze błotne odcinki. Po jakimś czasie dołączamy do czerwonego i zjeżdżamy nim do Zwardonia.


Stamtąd niebieskim a potem zielonym przedzieramy się do Jaworzynki. Tutaj znajduję się kilka kąśliwych podjazdów między domkami. Duma i wzrok turystów nie pozwalał schodzić z rowerka więc wszystko w siodle.


Ostatnim odcinkiem było już tylko podjechanie od strony Istebnej na Stożek Wielki. Dość długi podjazd kończył się niestety w lesie niecały kilometr do szlaku na szczyt. Był to najtrudniejszy odcinek całej wyprawy bo trzeba było rower wepchać/wnieść przez chaszcze i krzaczory.

Na Stożku nie zabawiamy za długo bo nie da się odgonić od turystów, więc szybciutko zjazd do Wisły Głębce na kolejną porcję kwaśnicy.

Tutaj już kończymy. Rozsiadamy się wygodnie w pociągu i wracamy. Kawał solidnej wycieczki.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
61.00 km
40.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1793 m
Kalorie: kcal
Rower:Carrera Kraken
Beskid Żywiecki 1/2
Sobota, 6 lipca 2013 · dodano: 08.07.2013 | Komentarze 1
Pomysł na dwudniową eksplorację Beskidów zaistniał już wcześniej ale dopiero teraz znalazł się na to czas. Razem z Prinxem po krótkich ustaleniach ruszyliśmy do Żywca pociągiem wcześnie rano w sobotę. Już przy dojeździe do stacji PKP zdążyło mnie ulać i okazało się że na miejscu wcale nie jest lepiej. Niskie chmury, mgła i ciągle padająca mżawka nie poprawiały nastrojów, dobrze że chociaż było stosunkowo ciepło.
Zaczynamy asfaltem do Sopotni Małej gdzie pomijając szlaki turystyczne korzystamy z kiepsko oznaczonych dróg do zwózki drewna. Mimo błota i płynących w dół strumyczków okazuje się to świetnym pomysłem bo trasa jest super.


Dopiero jak docieramy do niebieskiego szlaku na Romankę trzeba zejść z maszyn i trochę popchać. Na szczycie już zdecydowanie chłodniej więc po paru zdjęciach ruszamy do schroniska na Rysiance gdzie rozgrzewamy się kwaśnicą.

Po chwili ruszamy w dół zielonym szlakiem na Halę Boraczą świetnym singlem a potem już dół di Milówki. Jeszcze tylko mała rundka po okolicy i znajdujemy nocleg w Rajczy. Wieczorem to już tylko pizza na kolację po piwku i spać.
Track GPS podzieliłem na dwa razy bo za późno włączyłem NVIME. Dlatego pierwszy odcinek wpisałem z łapy. Wyszło całkiem przyzwoite przewyższenie.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
68.70 km
15.00 km teren
04:47 h
14.36 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:
HR max:173 ( 91%)
HR avg:138 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: 5078 kcal
Rower:Carrera Kraken
Beskid Mały
Niedziela, 29 kwietnia 2012 · dodano: 29.04.2012 | Komentarze 4
Na początku to powinienem złożyć zażalenie na PKP. Pociąg który widniał w wyszukiwarce internetowej w soboty po prostu nie jeździ. A już myślałem że sytuacja Z kolejami się polepsza, za bardzo im zaufałem a ONI to bezczelnie wykorzystali. Skończyło się na godzinnym opóźnieniem już na starcie.Wyjazd zaczynam z Bielska gdzie kieruję się na Przełęcz Przegibek.

To tak za rozgrzewkę. Na przełęczy kupa ludzi. Ale spodziewałem się tego i nie zaszczyciwszy „zmechanizowanych” nawet spojrzeniem zjeżdżam do Międzybrodzia Bialskiego. Zatankowałem bukłak w Porąbce i rzucam się na Przełęcz Beskid Targanicki.

Lokalna fauna.

Kiedyś już pokonywałem tą przełęcz ale w drugą stronę i w terenie. Tym razem asfalt. Przyznaję, że mocno mnie ten podjazd zaskoczył, niezbyt długi ale mocno nachylony. Tak czy siak dałem radę i szybciutko zjeżdżam do Targanic.
W tym miejscu należy sobie wbić do pustego łba żeby po szybkim, długim zjeździe nie ruszać paluchami tarczy!
Po krótkim oddechu zaczynam kolejny podjazd. Tym razem na Kocierz. Porządny podjazd ale nie spieszę się wiem że jeszcze zdążę się zmęczyć. Na górze pierwszy posiłek, rzut oka na Andrychów i zjeżdżam zielonym z powrotem.


Początkowo planowałem zjazd terenem do samej Porąbki ale w głowie urodził mi się plan na dalszą eksplorację terenu. Więc Beskidu Targanickiego znów wjeżdżam na asfalt i pędzę do Międzybrodzia żeby zmierzyć się z największą lokalną zarazą i gangreną.


Mając w głowie zeszłoroczną próbę, pomalutku sobie kręcę nie chcąc się zarżnąć co i tak mi się nie udaje bo zarzynam się i tak.

Mijam szosowca, który wprowadza, nie dał rady chłopak.



Na górze spokój i cisza, wyciągam mapę i już wiem że nie jadę w dół tą samą drogą. Wjeżdżam na czerwony i kieruję się na Przegibek. Szlak prawie cały przejezdny, tylko w jednym momencie trzeba wpychać.

Czasem trafiam na niespodzianki na szlaku.


Z Przegibka w zasadzie powinienem już zjeżdżać do Bielska ale jeszcze mi było mało więc niebieski i na Magurkę. Tutaj już nie jest tak wesoło, zdecydowaną większość trzeba pchać ale i tak frajda niesamowita bo okraszona widoczkami.



Na szczycie już nie mam siły na więcej. Rzut oka na Skrzyczne, szkoda że pod słońce zdjęcia wyszły trochę czerstwe no ale muszą wystarczyć.


Zjazd do Wilkowic to czyste szaleństwo, kto zjeżdżał to wie. Zaopatruję się w piwo na powrót i czekam na peronie bo pociąg jest opóźniony o 80 minut. 80 KURWA MINUT, NIEPOJĘTE!. Ale zmęczenie i endorfinki nie pozwalają głośno wyzywać. W domu jestem po 22. Kawał dobrej wycieczki i prawie 2 km w pionie.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
64.40 km
28.00 km teren
05:07 h
12.59 km/h:
Maks. pr.:58.00 km/h
Temperatura:
HR max:186 ( 97%)
HR avg:139 ( 73%)
Podjazdy: m
Kalorie: 3221 kcal
Rower:Carrera Kraken
Skrzyczne
Sobota, 3 września 2011 · dodano: 05.09.2011 | Komentarze 1
Kolejny wyjazd okupiony niewyspaniem. No bo jak można się wyspać jak trzeba wstać o 4:30. Coś za coś. Szybkie makaronowe śniadanie i w te pędy na dworzec. Zimno. Trzy warstwy ciuchów się przydały. Na miejscu, w Żywcu ok 8:30, słoneczko już w miarę wysoko, jedną warst ciuchów można już było zdjąć, poł godziny poźniej już w samej koszulce. Do hotelu Zimnik jest ok 8 km, delikatnie pod górkę czyli rozgrzewka już zaliczona.
Stamtąd zaczyna się właściwy podjazd. Wybieram prawą ścieżkę, krótszą ale ponoć trochę trudniejszą. Specjalnie trudna nie była. W kilku miejscach tylko trzeba pomłynkować ale całość jest jak najbardziej do wjazdu. Cisza, spokój, na szlaku ani żywej duszy a widoki po prostu powalają.


Ostatni fragment przed szczytem trzeba rower wnieść przez haszcze bo kończy się ścieżka. Skrzyczne zaliczone. Na górze jak zwykle tłumy ludzi, cwaniaki wjeżdżają kolejką. Krótki postój, baton, piwko i decyzja co robić dalej. Początkowo planowany zjazd do Przełęczy Salmopolskiej a potem do Wisły pomału walił się w gruzach bo było po prostu za wcześnie. Nie uśmiechało mi się koczowanie na dworcu. Więc obieram kurs na Baranią Górę.


Wyczytałem u kolegi "k4r3la" że szlak na Baranią nie jest do końca rowerowy i w kilku miejcach trzeba będzie wpychać rower. Mając to na względzie ruszam. Pod samą Malinowską Skałą jest praktycznie z góki. Niesammowity zjazd okraszony super widoczkami. Mimo że przejrzystość powietrza nie była za wysoka to było słonecznie. Na niebie ani jednej chmurki.


Na Malinowską Skałę, ostatni fragment już trzeba wpychać ale nie jest to jakaś mordercza wspinaczka. Potem znowu z górki do Magurki Wiślańskiej pod którą znowu kawałek trzeba wpychać. Jest okazja żeby się porozglądać.

W drodzę na Baranią Górę© silvian81


Na koniec jest już trochę dłuższy wpych już na Baranią. Stromizna, wąsko, drzewa w poprzek ścieżki i duże kamienie uniemożliwiają podjazd. To najbardziej wredny kawałek całej trasy i trzeba sporo poprowadzić.

Odtąd już tylko z górki. Z Baraniej do schroniska Przysłop jest ok. 3 kilometrowy, trudny technicznie zjazd po dużych kamieniach i korzeniach a od schroniska to już prooooooosto w dól, najpierw szeroko w lesie a potem już asfaltem do samej Wisły.

W Wiśle Żurek z pajdą chleba wciągam nosem, popijam zimnym brackim, robię małe zakupy na podróż (dwa brackie :D ) i prosto na dworzec. Dopiero w pociągu dopada mnie zmęczenie wycieczką. Warto było.
Dane później...
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
59.90 km
20.00 km teren
03:44 h
16.04 km/h:
Maks. pr.:51.80 km/h
Temperatura:
HR max:176 ( 92%)
HR avg:127 ( 66%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1989 kcal
Rower:Carrera Kraken
Szczytowanie
Sobota, 27 sierpnia 2011 · dodano: 28.08.2011 | Komentarze 9
Zaczęło sie niewinnie, bez żadnego przygotowania, totalny spontan. Baza wypadowa jak zwykle w Międzybrodziu Bialskim. Okoliczne szczyty już zjeździłem i tak naprawde ciężko było znaleźć coś nowego. Na szczęście te okolice potrafią zadziwić i szlak który było mi dane przejechać po prostu mnie powalił.Było wszystko. Wszystko to co lubię. Była asfaltowa wspinaczka, były niesamowite widoczki, były szybkie zjazdy, było wpychanie dupska i rowerka na górę. Było wszystko...
Zaczynamy nad Sołą.

Potem już coraz ciekawiej.
" title="Podjazd na Przełęcz Kocierską" width="640" height="480" />Podjazd na Przełęcz Kocierską© silvian81
Zaczęło się wyjazdem przez Porąbke gdzie OCZYWIŚCIE musiałem popieprzyć drogę przez co zamiast zdobyć Przełęcz Targanicką objechałem ją naokoło zahaczając o Andrychów. Stamtąd już zgodnie z planem prosto na Przełęcz Kocierską. Sam podjazd nie jest jakoś przerażająco cięzki tylko ten jebany wiatr!!! Ciężko było utrzymac prędkość na prostej rzędu 15 km/h. Noż tak kuźwa wiało w pysk że przeszło mi przez myśl żeby zawrócić. Dzięki Bogu i partii wyżej trochę się uspokoiło.
Na górze już pełen HIGH LIVE. Hotel, karczma, baseniki, parki linowy, pełna rozpusta. Strzeliłem zimne brackie i zielonym szlakiem pędzę ku domu. Był to najlepszy szlak jakim kiedykolwiek jechałem (być może dlatego że niewiele ich zjeździłem). Do Przełęczy Targanickiej, którą w końcu i tak udało się przeciąć jest przeważnie w dół. Sama radość. Potem trzeba trochę wpychać na górę ale wystarczy spojrzeć za siebie zęby nabrać sił, widoczki powalają.





Troszkę wyżej na szlaku stoi samotna kapliczka skąd wypływa siakieś źródełko, przyznaję że strasznie mi sie przydało, bo w 30 stopniowym upale płyny szły wyjątkowo szybko

Kolejną sympatyczną atrakcją było zboczenia ze szlaku do tzw. Lipowej Chatki, nie wiem na jakiej zasadzie działa ta instytucja i niewiele mnie to obchodziło bo symatyczny Pan właśnie rozlewał wodę prosto ze studni. PRZEZIMNA, PRZESMACZNA, PRZERATUJĄCA ŻYCIE W TYM UPALE.

Z chatki to już ciągle w dół, miło i przyjemnie, do samej Porąbki skąd już asfaltem do Mędzybrodzia.
Ciekawy widoczek na Żar, z tyłu majaczy Skrzyczne


Strasznie chciałbym podziękować koledze k4r3lowi za pomoc i cenne rady jak dobrać szlak. Do zobaczenia panie kolego kiedyś na szlaku.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
50.20 km
10.00 km teren
03:31 h
14.27 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:176 ( 92%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1896 kcal
Rower:Carrera Kraken
Szczytowanie
Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · dodano: 16.08.2011 | Komentarze 1
Wyjazd był bardzo wcześnie więc nie a mowy o jakimkolwiek wyspaniu się a na domiar złego ledwo ruszyłem na pociąg to zlał mnie deszcz. I to taki kurewski co 3 minuty sprawił że nie było na mnie suchej nitki. Na szczęście na miejscu pogoda trochę się poprawiła i można było zaczynać wspinaczkę. Cel: Magurka. Podjazd od strony Wilkowic, asfaltowy, stromy jak cholera. W większoci miejsc trzeba było młynkować. Na górze już łyk z bidonu, siakiś baton i grzbietem na Czupel.Z Czupla zjazd niebieskim szlakiem do Czernichowa. Trochę stromo i kamieniście więc niektóre odcinki trzeba było sprowadzać rower. Z Czernichowa asfaltem do Międzybrodzia Bialskiego (postój na rybcię i frytki) i przez Przełęcz Przegibek już prosto do Bielska na powrotny pociąg. Magurka trochę dała mi w kość i ten Przegibek wcale nie wydawał się taki przyjemny, trochę krwi mi napsuł. No ale jak w słuchawkach grzmiał Rammstein to nie było takiem możliwości żeby nie wjechać :) Ze szczytu do samego Bielska to już tylko z górki, pełen relaks.

"Szlakowskaz" na szczycie Magurki© silvian81



Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
30.90 km
2.00 km teren
02:29 h
12.44 km/h:
Maks. pr.:60.90 km/h
Temperatura:
HR max:177 ( 93%)
HR avg:118 ( 62%)
Podjazdy: m
Kalorie: 2600 kcal
Rower:Carrera Kraken
Szczytowanie
Sobota, 23 lipca 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 3
Przedostatni dzień urlopu, łaskawa pani pogoda pozwoliła na wyjazd na rower. Zamiast na Magurkę wybrałem podjazd na Hrobaczą Łąkę i ... nie żałuję. Najpierw szwendanie się po okolicy na rozgrzewkę.Podjazd stosunkowo krótki ale kurewsko stromy. W większości podjazd asfaltowy przeradza się w dziwną mieszankę asfaltu i kamieni, szkoda że miałem tak szosowe opony, raczej nie ułatwiały podjazdu na ostatnich metrach. Na szczycie starożytne schronisko będące w połowie będące jakimś dziwnym ołtarzykiem i 35 metrowy krzyż. Zjazd był niewiarygodny, wystarczyło puścić hamulce a rower nagle osiąga prędkość WARP. Niesamowity wyjazd. Według strony z podjazdami Opis linka jest to trzeci najtrudniejszy szosowy podjazd w Polsce. Jeśli tak to jestem półtora gościa:)
Parę fotek.
" title="Widok chyba na Bielsko-Białą z Hrobaczej Łąki" width="640" height="480" />Widok chyba na Bielsko-Białą z Hrobaczej Łąki© silvian81





Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
21.80 km
0.00 km teren
01:21 h
16.15 km/h:
Maks. pr.:53.40 km/h
Temperatura:
HR max:167 ( 87%)
HR avg:138 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1376 kcal
Rower:Carrera Kraken
Szczytowanie
Wtorek, 19 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 0
Pobudka o 5:30 szybkie śniadanie i ruszam na szlak. Tym razem do pokonania góra Żar. Wyjazd z Międzybrodzia Bialskiego więc bliziutko. Na szczęście góra jest nierówna i daje czasem odsapnąć na paru krótkich łukach. Dystans niewielki ale nie o to tu chodziło. Kolejny szczyt zaliczony :)
Widok na Żar w porannych oparach mgły.
" title="Widok z mostu nad Sołą na Beskidy" width="600" height="450" />Widok z mostu nad Sołą na Beskidy© silvian81

Dobrze że wziąłem rękawki bo przy zjeździe strasznie mnie w tej mgle przepiździało.

Widok na Międzybrodzie Bialskie. Marnej jakości przez tą mgłę. Jak ruszę z familią na szczyt kolejką to dorzucę lepsiejsze foto.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie
Dane wyjazdu:
54.00 km
10.00 km teren
03:27 h
15.65 km/h:
Maks. pr.:59.10 km/h
Temperatura:
HR max:165 ( 86%)
HR avg:119 ( 62%)
Podjazdy: m
Kalorie: 3284 kcal
Rower:Carrera Kraken
Szczytowanie
Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 10.07.2011 | Komentarze 3
Plan był prosty, doczłapać się pociągiem w Beskidy a potem zmierzyć się z dwoma wybranymi wcześniej szczytami. Małżowinka stwierdziła że porywam się z motyką na słońce i jeśli już tak się upieram to lepiej próbować wdrapać się na jedno wzniesienie. "Jak się będziesz wspinać na mniejszą górkę to mniej cię będzie dupa boleć jak stamtąd spadniesz". Odziany w te słowa otuchy robię swoje.
Tuż przed podjazdem jeszcze się rozglądam, całkiem tu ładnie ;)

W tym miejscu zaczęła się cała zabawa.
Zaczęło się całkiem niewinnie, dość stromo ale dało się przeżyć, spokojnie ruszyłem do góry. Za drugim bodaj zakrętem nachylenie mocno się poprawiło, więc nie myśląc wiele, jedna tarcza w dół i na stojąco ognia w górę i ... porażka. Nie tędy droga, pierwszy poważny podjazd w górę strzelił mnie w pysk aż zadrżałem, pulsometr krzyknął 99% HRmax. Spokojnie zwolniłem, łyk izotonika, serducho wskoczyło na ok 88% i tak już zostało, tarcza w górę i w swoim tempie wdrapujemy się na szczyt.

Gdzieś w połowie podjazdu na Równicę.
Potem to już z górki, znaczy się pod górkę ale jakoś łatwiej i przyjemniej, w uszach trąbi "Fatboy slim" zagrzewając do ataku.

Widok na Ustroń z Równicy© silvian81
Wreszcie u celu :D

I żeby nie byłoże jato nie ja ;)

Potem bardzo szybki zjazd do Ustronia i wkurwiająco ruchliwą drogą przegrupowanie się do Wisły, gdzie ma nastąpić wykonanie druga część planu.

To już Wisła i jakiś most, szczerze mówiąc, zlałem go mimo iż robi piorunujące wrażenie.
Zaczynamy drugą część zabawy, wjeżdżamy na Stożek.Posilony jakimiś paskudnymi batonami, pół litrem coli, zaczynam podjazd.

Doczłapałem się do wyciągu ale potem to już istna katorga, połowę drugiej połowy drogi (czyt. ćwiartka) pokonywana jest dwojako. Raz na rowerze, raz obok rowerka, stromizna jest dla mnie zbyt duża, tak czy siak ciągle w górę.

Wyciąg, gdzie cwaniaki "dałnhilowcy" robili sobie ze mnie podśmiechujki, że porywam się na szczyt na piechotkę.

Wyjątkowe okoliczności przyrody.
Kolejne okoliczności.

Gdzieś siakoś przed końcem mordęgi.

I WRESZCIE na szczycie.
Opis linka

A najlepszą nagrodą dla mnie za te litry potu, łez i krwi był komentarz dziadka siedzącego na szczycie. Spojrzał kolejny raz na "dałnhilowców" gramolących się z kolejki, potem na mnie wygrzebującego swe płuca ze ściółki leśnej i rzecze do swej towarzyszki( równie leciwej) "zjechać to każdy głupi chuj potrafi, ale wjechać to tylko jeden się porwał" i skłonił się w moją stronę :D
A to już nagroda na koniec wycieczki.

Jeszcze jedna uwaga, nie wiem czemu ale pulsometr nie zarejestrował faktycznej wartości HRmax, teraz to zauważyłem, wartości są wpisane z tego co zapisał. Niezły SHIT, choć zapisał że w HI zone byłem przez ponad 57 minut. Kolejna rzecz do sprawdzenia.
Kategoria Boje wyjazdowe, Szczytowanie


