Wpisy archiwalne Czerwiec, 2012, strona 1 | silvian.bikestats.pl Moje boje

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi silvian z miasteczka Dąbrowa Górnicza. Mam przejechane tylko 7066.91 kilometrów w tym 1138.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.18 km/h i się wcale nie chwalę, z resztą nie bardzo jest czym.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy silvian.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2012

Dystans całkowity:494.30 km (w terenie 271.00 km; 54.83%)
Czas w ruchu:44:45
Średnia prędkość:11.05 km/h
Maksymalna prędkość:34.30 km/h
Maks. tętno maksymalne:178 (93 %)
Maks. tętno średnie:132 (69 %)
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:54.92 km i 4h 58m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
73.20 km 25.00 km teren
04:39 h 15.74 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:178 ( 93%)
HR avg:132 ( 69%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Jura

Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 4

Kolega z pracy poprosił mnie czy nie zabrałbym go na wycieczkę, np. na Jurę. Czemu nie obmyśliłem na szybko trasę, nie za długą nie za krótka lecz w sam raz. Trochę terenu, reszta bocznymi dróżkami.
Wyjazd z Zawiercia i prosto na pierwszy obiekt, zamek w Morsku.


Zamek w Morsku.

Następnie trasa wiodła Jurajskim Szlakiem Orlich Gniazd. Kolejny cel to zamek w Bobolicach.


Zamek w Bobolicach.





J jak juz tak zamkowo nam się jechało to jeszcze jedno zamczycho, Mirów, już niestety nie tak okazały.


Zamek w Mirowie.

Tym samym trzy zamki zaliczone i jedno kąpielisko, co przy tym upale postawiło strudzonego kolegę na nogi.


Kąpielicho.

Na koniec jeszcze popas w lokalnym browarze gdzie skosztowaliśmy co nieco i powrót do domu.
Kolega trochę zmarnowany ale zadowolony, stał się również szczęśliwym posiadaczem typowej kolarskiej opalenizny. O sobie to już nawet nie wspomnę, trzeba będzie się wybrać na jakieś solarium by to wszystko jakoś wyrównać.
Kategoria Boje wyjazdowe


Dane wyjazdu:
22.00 km 0.00 km teren
01:20 h 16.50 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Z córciem na lody

Piątek, 29 czerwca 2012 · dodano: 30.06.2012 | Komentarze 0

Rodzinnie na plażę opychać się bezczelnie lodami.





Dane wyjazdu:
30.30 km 0.00 km teren
01:08 h 26.74 km/h:
Maks. pr.:33.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Luźno

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 · dodano: 25.06.2012 | Komentarze 3

Spokojnie po okolicy spalić obiadek. Muszę się zastanowić nad jakimś kolejnym wyzwaniem, przyzwyczaiłem się do kręcenia z parciem na określony cel i jakoś mi bezbarwnie jeździ. Ot takie kręcenie dla kręcenia.
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
55.50 km 6.00 km teren
02:30 h 22.20 km/h:
Maks. pr.:34.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Brower

Niedziela, 24 czerwca 2012 · dodano: 24.06.2012 | Komentarze 1

Jak w tytule, pełen relaks. Podobno niezdrowo i nie do końca legalnie ale czasem trzeba i tak.
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
24.30 km 0.00 km teren
01:06 h 22.09 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Powrót do żywych

Środa, 20 czerwca 2012 · dodano: 20.06.2012 | Komentarze 1

Ciężki to był powrót. Rower niby wyczyszczony, napęd działa sprawnie, no może trzeba coś psiknąć w spd-ki. Najgorzej z pseudoamorem, przestał działać, rozkręcenie na czynniki pierwsze, czyszczenie i ponowne smarowanie nie przyniosło pożądanych rezultatów. Nadszedł jego koniec, to i tak cud że przeżył MTBT.
Hamulce też pozostawiają wiele do życzenia ale tu powinna wystarczyć wymiana okładzin.
Wszystko opiera się o kasę. A im dalej człowiek w to się zagłębia tym głębiej musi w portfel sięgać.
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Wspominki

Wtorek, 19 czerwca 2012 · dodano: 19.06.2012 | Komentarze 3

Na wspominki mnie wzięło, akurat jest okazja pochwalić się świeżymi zdjęciami od "sportografa".







Ostatnie wyjątkowo mi się podoba, może nie względu na walory artystyczne tylko po prostu jakoś mi leży, małżowinka nazwała to zdjęcie "modlitwą do upragnionej koszulki: :)


Dane wyjazdu:
74.00 km 65.00 km teren
09:52 h 7.50 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

MTB TROPHY 4/4

Niedziela, 10 czerwca 2012 · dodano: 11.06.2012 | Komentarze 12

Wstałem zmęczony i obolały. Na start dowiozła mnie małżowinka. Spadło mi morale. Na pierwszym podjeździe spotykam prinxa, widząc mój stan doradził zwolnić i uspokoić organizm. Posłuchałem ale i tak nie poskutkowało, prinx odjeżdża a ja człapię na Ochodzitą. Czuję się strasznie, to największy kryzys dotychczas. Przed pierwszym bufetem jadę z "bojącym się zjeżdżać Czechem" i chwyta nas ulewa. Czech założył deszczówkę, ja niestety nie wziąłem. Przemokłem do suchej nitki i zmarzłem jak cholera. Przez głowę przemknęły pierwsze myśli o rezygnacji.

Na szczęście wyszło słoneczko i trochę mnie podsuszyło, do tego doszedł bufet i poczułem się trochę lepiej. Zaczynamy dłuuugi podjazd na Przegibek. Bojący Czech odjeżdża, nic to pomyślałem, byle swoim tempem do końca. Zaczęły się kalkulacje, pozostały dystans, pozostały czas, pozostałe przewyższenie. Co godzinę weryfikacja. Szło mi całkiem przyzwoicie do momentu kiedy zaczęło się pierwsze prawdziwe błoto. Dla mnie to był koszmar. O podjeżdżaniu nie było mowy, ciężko nawet się prowadziło bo buty ujeżdżały. Mając świadomość końca mijam Niemca, chciał trochę pogadać ale ja wolałem walczyć z czasem. Doganiam Bojącego Czecha, ma już łzy w oczach, zaczyna mówić do siebie. Schronisko na Raczy wydaje się nieosiągalne. Mijam kolejnego zawodnika, już się poddał.

Bojący Czech wziął się w garść i na piechotkę, minąwszy mnie, osiąga szczyt. Trochę jechaliśmy razem ale długie zjazdy znowu go pokonują. Walczę z czasem. Mijam kolejną zawodniczkę, ma już dość. Kalkuluję, mam niewielką stratę do planu ale nie zamierzałem się poddać. Już końcówka, ostatni bufet i w te pędy na finisz. Kolejny podjazd już wjechałem siłą woli, jechałem na styk i ciągle sprawdzałem licznik. Ostatni fotograf wlał trochę nadziei w serce i obiecał że już końcówka.

25 minut do upływu czasu. Jeszcze jeden podjazd, nie mam już siły, pcham. Wreszcie szczyt! 4 kilometry zjazdu do mety, teraz czas nadgonić. Ale znowu błoto! Już bez zastanowienia puściłem się w dół, 15 minut do końca. Asfalt. Wymuszam pierwszeństwo, gość mnie otrąbił (słusznie zresztą) gnam 50 km/h juz nic mnie zatrzyma. Wjazd na metę jak w wielkim tourze. Cała czołówka właśnie wracała z dekoracji i jak mnie zobaczyli zaczęli wiwatować, gwizdać i klaskać. Coś niesamowitego!

Meta. 5 minut przed upływem czasu! Wszystko mnie boli ale co tam.

Mam śliczną zieloną koszulkę finishera!!!


Kategoria TROPHY 2012


Dane wyjazdu:
70.00 km 55.00 km teren
08:40 h 8.08 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

MTB TROPHY 3/4

Sobota, 9 czerwca 2012 · dodano: 11.06.2012 | Komentarze 1

Tego etapu bałem się najbardziej, dwa dni jazdy podobno kładły się silnie na organizm. Zaczynamy spokojnie, od razu stworzyła się grupka czteroosobowa, która podobnie jak ja, nie walczyła o wyniki lecz trzymała się limitu. Okazało się że mamy wspólnych znajomych, więc jazda przebiegała w wyśmienitej atmosferze. Przejechaliśmy razem prawię połowę trasy aż na początku podjazdu na Rysiankę chwytam gumę. Z wielkim żalem zostawiłem chłopaków i zabrałem się za łatanie. Zaczęły się schody, najpierw jeszcze bufet gdzie widzę jak gość siedzi z połamaną ramą a potem już stromo jak cholera. Większość musiałem podchodzić. Najbardziej doskwierała mi samotność ale miałem tym razem ze sobą mp3, zawsze to raźniej.

Nawet nie wiem jak zdobyłem Rysiankę, była taka mgła że trzeba było się rozglądać za oznaczeniami żeby się nie zgubić. Z góry było bardzo technicznie, moje crossmarki zaczęły zdrowo cierpieć. Doganiam "bojącego się zjazdów Czecha", bał się zjechać ;) Mijam jeszcze jednego chłopaka z Warszawy, stwierdził że nie zjeżdża bo już zaliczył dwie gleby. Wyjechaliśmy z mgły i zrobiło się troszkę przyjemniej. Nie na długo, błoto zaczęło zbierać żniwa a moje crossmarki zachowywały się jak slicki. Na glebę nie trzeba było długo czekać, najwyraźniej nie byłem jednak pierwszy który leży w tym miejscu bo obok znalazłem dwa żele i batonik. Wcisnąłem do kieszeni zdobycz i pojechałem dalej.

Druga guma, na szczęście tuż przed serwisem więc dętkę zmienili mi serwisanci. Do mety pozostał jeszcze 10 kilometrowy podjazd. Stosunkowo łagodny i bardzo malowniczy. Wiedząc już że zdążę wjeżdżam sobie spokojnym tempem, w uszach śpiewa Kult, nastrój dopisuje.

Meta. Myślałem że będzie gorzej. Zdrowo się ujechałem ale nastrój mi dopisuje. W przypływie euforii wcinam pizze i popijam piwem, już mam dość pokarmów wysoko węglowodanowych :)








Kategoria TROPHY 2012


Dane wyjazdu:
80.00 km 65.00 km teren
09:15 h 8.65 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

MTB TROPHY 2/4

Piątek, 8 czerwca 2012 · dodano: 11.06.2012 | Komentarze 1

Ten etap miał być pierwszym prawdziwym sprawdzianem. I był. Zaczęło się grzecznie od honorowego przejazdu przez miasteczko, żeby zaraz potem wbić się na szlak. Przez pierwsze kilometry jedziemy z prinxem ale złapał gumę więc z przykrością muszę go zostawić. Stromo ale jadę swoim tempem, rozmawiam trochę z sympatyczną dziewczyną z Wrocławia, ale w momencie kiedy przejeżdżaliśmy przez łąkę pełną pasących się owiec, osłabła więc ją zostawiam.

Przed samym Javorovym było dość technicznie, sporo wody i kamienie ale ogólnie bardzo urokliwie. Widok ze szczytu wynagrodził mi trudy podjazdu. Kilka razy wymieniam się pozycjami z rozmownym Czechem, jak się potem okazało to nie ostatnie nasze spotkanie. Na pierwszym technicznym zjeździe jadę już z prinxem, najpierw mijamy znajomą Białorusinkę, popsuła sobie nogę i na najbliższym bufecie się wycofała. Tutaj prinx mi odjeżdża, no niestety chłopak lepiej kręci. Jeszcze parę słów z gościem który połamał szprychy. Podczas gdy serwisanci klęcą mu rower odjeżdżam. Długi podjazd, zjazd, drugi bufet, dwóch gości dzwoni że się wycofuje. Wcisnąłem w siebie bułę z serem i jadę dalej, dogania mnie gość od połamanych szprych, pozdrawia i wyprzedza na podjeździe. Doganiam rozmownego Czecha, okazuje się że bardzo ale to bardzo słabo zjeżdża. Na każdym podjeździe mi uciekał tylko po to żebym zaraz go doganiał na zjeździe. W końcu jednak ucieka mi na tyle że już go do mety nie widzę. Doganiam za to gościa od szprych. Mamy ponad dwie godziny do limitu, tylko kilkanaście kilometrów do mety ale aż 1000 w pionie.

Pan Szprycha odjeżdża, słabnę i ...cud. Zza płotu wyskoczył przemiły Czech i biegnie do mnie z kuflem zimnego piwa!! Spijam trzy łyki i moje morale wzrasta na tyle że doganiam na zjeździe Pana Szprychę. Miał problemy z tylnim hamulcem ale do mety dojeżdżamy prawie razem.

Meta. Bardzo trudno. Nie poddaję się i mam zamiar stanąć na starcie trzeciego etapu.








Kategoria TROPHY 2012


Dane wyjazdu:
65.00 km 55.00 km teren
06:15 h 10.40 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

MTB TROPHY 1/4

Czwartek, 7 czerwca 2012 · dodano: 11.06.2012 | Komentarze 2

Przyjechałem specjalnie trochę wcześniej żeby jakoś się oswoić z okolicą. Stoi serwis, stoisko z odżywkami, jakieś części. Mnóstwo ludzi już było na starcie. Znajduję jakoś prinxa, który udzielił mi jeszcze kilku cennych rad co i jak na początku. Z nerwów ustawiam się za szybko w sektorach i ląduje mniej więcej w środku grupy.

Sygnał do startu, kilkanaście metrów do przodu i zaraz ostro w górę. Nie spieszyłem się za bardzo, poczekałem na prinxa, który nauczony doświadczeniem ustawił się grzecznie na końcu stawki. Jedziemy jakiś czas razem ale jak zaczęło się podejście odszedł mi jak rasowy góral. Do końca już jechało się całkiem dobrze. Szkoda tylko, że początek troszkę jechałem za szybko i na za wysokim tętnie. Poskutkowało to skurczami na końcu etapu.

Jak myślałem że jadę ostatni to najpierw dogoniła mnie przesympatyczna Białorusinka, niestety nie dane nam było porozmawiać. Ja ni w ząb po rosyjsku, ona nic po angielsku. Po kilku wymianach uśmiechów i zdawkowych słowach odjechała mi bo miałem kolejne skurcze.

Meta. Nie było najgorzej. Zmieściłem się w czasie a to najważniejsze. Jutro jadę dalej.







Kategoria TROPHY 2012


Try us on Wibiya!