Wpisy archiwalne Wrzesień, 2011, strona 1 | silvian.bikestats.pl Moje boje

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi silvian z miasteczka Dąbrowa Górnicza. Mam przejechane tylko 7066.91 kilometrów w tym 1138.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.18 km/h i się wcale nie chwalę, z resztą nie bardzo jest czym.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy silvian.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2011

Dystans całkowity:140.30 km (w terenie 34.00 km; 24.23%)
Czas w ruchu:06:04
Średnia prędkość:14.97 km/h
Maksymalna prędkość:58.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:221 (116 %)
Maks. tętno średnie:183 (96 %)
Suma kalorii:3936 kcal
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:46.77 km i 3h 02m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
26.40 km 6.00 km teren
00:57 h 27.79 km/h:
Maks. pr.:40.90 km/h
Temperatura:
HR max:221 (116%)
HR avg:183 ( 96%)
Podjazdy: m
Kalorie: 715 kcal

II Dębowy Maraton

Sobota, 17 września 2011 · dodano: 17.09.2011 | Komentarze 8

Wystartować wypadało bo impreza pod nosem.
Niestety nie do końca mi się to udało. Cała trasa asfaltowa strzeliła dosyć szybko. Bardzo dobrze mi się jechało i minąłem naprawdę sporo zawodników i przed wjazdem do lasu czułem się wyjątkowo dobrze. W lesie było sporo piachu co sprawiało niektórym dużo problemów, skrzętnie to wykorzystywałem przesuwając się coraz bardziej do przodu. NIESTETY (bo zawsze jest jakieś niestety) na samym wyjeździe z lasu, w bardzo wąskim miejscu, zawodnik przede mną, nie wiedzieć czemu postanowił się nagle przewrócić. Już nie wnikam jak on to zrobił, faktem było klasyczne wjechanie w dupę i OTB. Żeby to jeszcze upaść i się podnieść to pół biedy. Trzeba było się wturlać do rowu melioracyjnego :( Zanim się wygrzebałem z tej czeluści, zanim rozplątałem nasze rowery, bo pedały utknęły w szprychach to trochę zeszło. Nie były to jakieś kosmiczne straty ale na tak szybkim wyścigu liczy się każda sekunda.
Nie tak miało k...a być.

OPEN 116
M30/51



Żeby nie było, boczny czas to nie mój, był ci on liczony od startu pierwszej tury zawodników.
Aha, pulsometr znów wariował podając jakieś kosmiczne HR max, 221 :D Jak cyborg. Ale sobie wpiszę, co mi tam.

Drugie aha. Bardzo miło było mi poznać osobiście kolegę "piotrj". Niestety było mi dane tylko oglądać jego plecy ;)
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
49.50 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Odebrać numerek

Piątek, 16 września 2011 · dodano: 17.09.2011 | Komentarze 0

Po numerek na maraton.
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
64.40 km 28.00 km teren
05:07 h 12.59 km/h:
Maks. pr.:58.00 km/h
Temperatura:
HR max:186 ( 97%)
HR avg:139 ( 73%)
Podjazdy: m
Kalorie: 3221 kcal

Skrzyczne

Sobota, 3 września 2011 · dodano: 05.09.2011 | Komentarze 1

Kolejny wyjazd okupiony niewyspaniem. No bo jak można się wyspać jak trzeba wstać o 4:30. Coś za coś. Szybkie makaronowe śniadanie i w te pędy na dworzec. Zimno. Trzy warstwy ciuchów się przydały. Na miejscu, w Żywcu ok 8:30, słoneczko już w miarę wysoko, jedną warst ciuchów można już było zdjąć, poł godziny poźniej już w samej koszulce. Do hotelu Zimnik jest ok 8 km, delikatnie pod górkę czyli rozgrzewka już zaliczona.


Stamtąd zaczyna się właściwy podjazd. Wybieram prawą ścieżkę, krótszą ale ponoć trochę trudniejszą. Specjalnie trudna nie była. W kilku miejscach tylko trzeba pomłynkować ale całość jest jak najbardziej do wjazdu. Cisza, spokój, na szlaku ani żywej duszy a widoki po prostu powalają.





Ostatni fragment przed szczytem trzeba rower wnieść przez haszcze bo kończy się ścieżka. Skrzyczne zaliczone. Na górze jak zwykle tłumy ludzi, cwaniaki wjeżdżają kolejką. Krótki postój, baton, piwko i decyzja co robić dalej. Początkowo planowany zjazd do Przełęczy Salmopolskiej a potem do Wisły pomału walił się w gruzach bo było po prostu za wcześnie. Nie uśmiechało mi się koczowanie na dworcu. Więc obieram kurs na Baranią Górę.





Wyczytałem u kolegi "k4r3la" że szlak na Baranią nie jest do końca rowerowy i w kilku miejcach trzeba będzie wpychać rower. Mając to na względzie ruszam. Pod samą Malinowską Skałą jest praktycznie z góki. Niesammowity zjazd okraszony super widoczkami. Mimo że przejrzystość powietrza nie była za wysoka to było słonecznie. Na niebie ani jednej chmurki.





Na Malinowską Skałę, ostatni fragment już trzeba wpychać ale nie jest to jakaś mordercza wspinaczka. Potem znowu z górki do Magurki Wiślańskiej pod którą znowu kawałek trzeba wpychać. Jest okazja żeby się porozglądać.

W drodzę na Baranią Górę © silvian81






Na koniec jest już trochę dłuższy wpych już na Baranią. Stromizna, wąsko, drzewa w poprzek ścieżki i duże kamienie uniemożliwiają podjazd. To najbardziej wredny kawałek całej trasy i trzeba sporo poprowadzić.



Odtąd już tylko z górki. Z Baraniej do schroniska Przysłop jest ok. 3 kilometrowy, trudny technicznie zjazd po dużych kamieniach i korzeniach a od schroniska to już prooooooosto w dól, najpierw szeroko w lesie a potem już asfaltem do samej Wisły.



W Wiśle Żurek z pajdą chleba wciągam nosem, popijam zimnym brackim, robię małe zakupy na podróż (dwa brackie :D ) i prosto na dworzec. Dopiero w pociągu dopada mnie zmęczenie wycieczką. Warto było.


Dane później...

Try us on Wibiya!