Wpisy archiwalne Lipiec, 2011, strona 1 | silvian.bikestats.pl Moje boje

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi silvian z miasteczka Dąbrowa Górnicza. Mam przejechane tylko 7066.91 kilometrów w tym 1138.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.18 km/h i się wcale nie chwalę, z resztą nie bardzo jest czym.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy silvian.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2011

Dystans całkowity:212.80 km (w terenie 12.00 km; 5.64%)
Czas w ruchu:11:06
Średnia prędkość:16.83 km/h
Maksymalna prędkość:60.90 km/h
Maks. tętno maksymalne:177 (93 %)
Maks. tętno średnie:138 (72 %)
Suma kalorii:9746 kcal
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:35.47 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
30.90 km 2.00 km teren
02:29 h 12.44 km/h:
Maks. pr.:60.90 km/h
Temperatura:
HR max:177 ( 93%)
HR avg:118 ( 62%)
Podjazdy: m
Kalorie: 2600 kcal

Szczytowanie

Sobota, 23 lipca 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 3

Przedostatni dzień urlopu, łaskawa pani pogoda pozwoliła na wyjazd na rower. Zamiast na Magurkę wybrałem podjazd na Hrobaczą Łąkę i ... nie żałuję. Najpierw szwendanie się po okolicy na rozgrzewkę.
Podjazd stosunkowo krótki ale kurewsko stromy. W większości podjazd asfaltowy przeradza się w dziwną mieszankę asfaltu i kamieni, szkoda że miałem tak szosowe opony, raczej nie ułatwiały podjazdu na ostatnich metrach. Na szczycie starożytne schronisko będące w połowie będące jakimś dziwnym ołtarzykiem i 35 metrowy krzyż. Zjazd był niewiarygodny, wystarczyło puścić hamulce a rower nagle osiąga prędkość WARP. Niesamowity wyjazd. Według strony z podjazdami Opis linka jest to trzeci najtrudniejszy szosowy podjazd w Polsce. Jeśli tak to jestem półtora gościa:)

Parę fotek.

" title="Widok chyba na Bielsko-Białą z Hrobaczej Łąki" width="640" height="480" />
Widok chyba na Bielsko-Białą z Hrobaczej Łąki © silvian81














Dane wyjazdu:
26.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Marudzenie

Środa, 20 lipca 2011 · dodano: 20.07.2011 | Komentarze 0

Szwendanie się bez celu po Międzybrodziu od lodziarni do frytkarni, z małą w siodełku, pomiędzy deszczem, burzą i nawałnicą. Doświadcza mnie ta pogoda, nie ma jak szczytować.
Kategoria Boje wyjazdowe


Dane wyjazdu:
21.80 km 0.00 km teren
01:21 h 16.15 km/h:
Maks. pr.:53.40 km/h
Temperatura:
HR max:167 ( 87%)
HR avg:138 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1376 kcal

Szczytowanie

Wtorek, 19 lipca 2011 · dodano: 19.07.2011 | Komentarze 0

Pobudka o 5:30 szybkie śniadanie i ruszam na szlak. Tym razem do pokonania góra Żar. Wyjazd z Międzybrodzia Bialskiego więc bliziutko. Na szczęście góra jest nierówna i daje czasem odsapnąć na paru krótkich łukach. Dystans niewielki ale nie o to tu chodziło. Kolejny szczyt zaliczony :)



Widok na Żar w porannych oparach mgły.

" title="Widok z mostu nad Sołą na Beskidy" width="600" height="450" />
Widok z mostu nad Sołą na Beskidy © silvian81




Dobrze że wziąłem rękawki bo przy zjeździe strasznie mnie w tej mgle przepiździało.



Widok na Międzybrodzie Bialskie. Marnej jakości przez tą mgłę. Jak ruszę z familią na szczyt kolejką to dorzucę lepsiejsze foto.

Dane wyjazdu:
51.10 km 0.00 km teren
02:19 h 22.06 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 2486 kcal

Rozgrzewka przed Beskidami

Sobota, 16 lipca 2011 · dodano: 17.07.2011 | Komentarze 0

Byle do poniedziałku
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
29.00 km 0.00 km teren
01:30 h 19.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Popracowo

Poniedziałek, 11 lipca 2011 · dodano: 11.07.2011 | Komentarze 0

Dystans troszkę przybliżony i bez reszty bo padł mi licznik.
Kategoria Miejscowe boje


Dane wyjazdu:
54.00 km 10.00 km teren
03:27 h 15.65 km/h:
Maks. pr.:59.10 km/h
Temperatura:
HR max:165 ( 86%)
HR avg:119 ( 62%)
Podjazdy: m
Kalorie: 3284 kcal

Szczytowanie

Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 10.07.2011 | Komentarze 3

Plan był prosty, doczłapać się pociągiem w Beskidy a potem zmierzyć się z dwoma wybranymi wcześniej szczytami. Małżowinka stwierdziła że porywam się z motyką na słońce i jeśli już tak się upieram to lepiej próbować wdrapać się na jedno wzniesienie. "Jak się będziesz wspinać na mniejszą górkę to mniej cię będzie dupa boleć jak stamtąd spadniesz". Odziany w te słowa otuchy robię swoje.



Tuż przed podjazdem jeszcze się rozglądam, całkiem tu ładnie ;)


W tym miejscu zaczęła się cała zabawa.

Zaczęło się całkiem niewinnie, dość stromo ale dało się przeżyć, spokojnie ruszyłem do góry. Za drugim bodaj zakrętem nachylenie mocno się poprawiło, więc nie myśląc wiele, jedna tarcza w dół i na stojąco ognia w górę i ... porażka. Nie tędy droga, pierwszy poważny podjazd w górę strzelił mnie w pysk aż zadrżałem, pulsometr krzyknął 99% HRmax. Spokojnie zwolniłem, łyk izotonika, serducho wskoczyło na ok 88% i tak już zostało, tarcza w górę i w swoim tempie wdrapujemy się na szczyt.



Gdzieś w połowie podjazdu na Równicę.

Potem to już z górki, znaczy się pod górkę ale jakoś łatwiej i przyjemniej, w uszach trąbi "Fatboy slim" zagrzewając do ataku.
Widok na Ustroń z Równicy © silvian81


Wreszcie u celu :D


I żeby nie byłoże jato nie ja ;)



Potem bardzo szybki zjazd do Ustronia i wkurwiająco ruchliwą drogą przegrupowanie się do Wisły, gdzie ma nastąpić wykonanie druga część planu.



To już Wisła i jakiś most, szczerze mówiąc, zlałem go mimo iż robi piorunujące wrażenie.

Zaczynamy drugą część zabawy, wjeżdżamy na Stożek.Posilony jakimiś paskudnymi batonami, pół litrem coli, zaczynam podjazd.



Doczłapałem się do wyciągu ale potem to już istna katorga, połowę drugiej połowy drogi (czyt. ćwiartka) pokonywana jest dwojako. Raz na rowerze, raz obok rowerka, stromizna jest dla mnie zbyt duża, tak czy siak ciągle w górę.



Wyciąg, gdzie cwaniaki "dałnhilowcy" robili sobie ze mnie podśmiechujki, że porywam się na szczyt na piechotkę.



Wyjątkowe okoliczności przyrody.

Kolejne okoliczności.



Gdzieś siakoś przed końcem mordęgi.



I WRESZCIE na szczycie.

Opis linka



A najlepszą nagrodą dla mnie za te litry potu, łez i krwi był komentarz dziadka siedzącego na szczycie. Spojrzał kolejny raz na "dałnhilowców" gramolących się z kolejki, potem na mnie wygrzebującego swe płuca ze ściółki leśnej i rzecze do swej towarzyszki( równie leciwej) "zjechać to każdy głupi chuj potrafi, ale wjechać to tylko jeden się porwał" i skłonił się w moją stronę :D

A to już nagroda na koniec wycieczki.



Jeszcze jedna uwaga, nie wiem czemu ale pulsometr nie zarejestrował faktycznej wartości HRmax, teraz to zauważyłem, wartości są wpisane z tego co zapisał. Niezły SHIT, choć zapisał że w HI zone byłem przez ponad 57 minut. Kolejna rzecz do sprawdzenia.

Try us on Wibiya!